Przeczytałam dzisiaj słowa p.Tuska o tym, że polskich rodzin jeszcze nie dotknął kryzys. Przez chwilę zastanawiałam się, czy ja i p.Tusk żyjemy w tym samym kraju. Nasunęły mi się takie pytania:
Panie Tusk, mówi Pan, że kryzys nie dotknął jeszcze polskich rodzin. A co Pan wie o tych rodzinach? Wie Pan ile rodzin żyje od pierwszego do pierwszego i to częściowo pożyczając pieniądze? Wie Pan, ile zarabia większość Polaków? Czy wie Pan, ile kredytów zaciągają rocznie polskie rodziny? A może przeliczył Pan sobie, ile pensji jest potrzebnych polskiej rodzinie na zakupienie własnego mieszkania? Tylko nie dwóch pokoików, ale takiego jakie kupuje większość zamieszkujących Europę. A może Pan wie, ilu jest długotrwale bezrobotnych po 40 roku życia, gdyż pomimo starań, dalszego uczenia się, nie mają szans na pracę właśnie z racji wieku (o zgrozo, skoro człowiek w wieku 40 lat uznawany jest przez pracodawców za starego i nieprzydatnego) i o ironio posiadanego doświadczenia zawodowego?
Polskie rodziny permanentnie żyją w kryzysie, tak jak Polacy od lat 80-tych jedyne co słyszą, to o zaciskaniu pasa. Brakuje tylko stwierdzenia p.Urbana, ze rząd się sam wyżywi. To co Pan mówi jest taką samą niedorzecznością, jak to, że większość Polaków nie potrafiłaby sama odłożyć na swoje emerytury, więc narzuca im się obowiązek wpłacania na wskazane przez Państwo konto. A przecież wystarczy przeliczyć sobie ile to by człowiek po tych 30 latach pracy, a nie 100 jak zapewne Pan oczekuje, odkładając nawet do tego III filaru te wszystkie przymusowo zabierane składki, miał w wieku np. 60 lat odłożonych pieniędzy. Ja powiem tylko o sobie - moja emerytura wynosiłaby netto ok. 1.700zł miesięcznie, a ja nie zarabiam kokosów.Wystarczyłoby tylko dać ludziom szansę. W końcu i tak sami muszą troszczyć się o swój los każdego dnia.
Myślę, że czas, aby politycy zeszli na ziemię i zaczęli zajmować się polską rzeczywistością, a nie żyli swoimi wyobrażeniami i chęcią pozostania w rządzie, parlamencie, samorządach, czy też przypodobania się co niektórym z UE.


